markowy blog

Twój nowy blog

Po powrocie z dalekich podróży pozostają nam tylko zdjęcia i pamiątki z podróży. Jednak można te wspomnienia ożywić dzięki przedmiotom z dalekich stron. Czasem mały drobiazg może rozbudzić emocje związane z dalekimi podróżami. Polecam sklep BazarAladyna.pl w którym można znaleźć takie własnie orientale wyroby.

byłem

1 komentarz

byłem w rio byłem w bajo, miałem bilet na hawajo, ale pisać o tym….

na „Bałkanach” spędziliśmy 8 dni. nic z tego co dam zobaczyłem nie opisałem.
nie opisałem też Białorusi….
i co dalej z tym wszystkim….

jutro start w kierunku Bałkanów. tym razem jedziemy w większej grupie. ponieważ wyjazd ma być typowo wypoczynkowy, pewnie i zaglądać na net nie będzie się chciało… no chyba żeby jednak….

Pierwszy dzień dotyczył poruszania się po lodowcu i wyciągania ze szczelin, na koniec wykopaliśmy sobie jamę w śniegu i w niej spaliśmy (nad ranem -8).
Drugi dzień to była wspinaczka w lodzie – na wędce, ale dziaby były w ruchu :-), zakładanie stanowisk w lodzie.
Trzeci dzień to asekuracja w śniegu, jazda na czekanach – wprawdzie było dużo świeżego śniegu i średnio to wyszło, na koniec dnia trochę zajęć związanych z lawinami.
Do tego wszystkiego codziennie wieczorem teoria przy piwku ;-).

Więcej informacji o kursie jest tutaj, a fotki są tutaj.

jak mówię komuś że jadę jutro w góry, to zaraz słyszę pytanie: o na narty? a ja właśnie nie… ja nie szusuję, tylko chodzę po górach. a że chodzić lubię nie tylko latem ale i zimą, to jadę na kurs
zimowy. trochę po to żeby się podszkolić, a trochę po to, żeby w miarę bezpiecznie poprzebywać w rejonach zagrożonych lawinami. zatem zabieram żelastwo i w drogę.

a co do opisu Białoruś, to się jeszcze nie zebrałem, ale już niedługo, jak tylko wrócę…

5 dni

2 komentarzy

5 dni tam i już jesteśmy z powrotem. a w międzyczasie przyszedł nowy rok. za kilka dni jak się pozbieram to więcej dopiszę.

granica na mapie to cienki pasek, ale tu na miejscu czuc ze to gruba kreska, ktora dzieli UE od reszty. no i do tego jeszcze te szerokie tory…

Wczoraj Koszalin, dziś Warszawa, jutro Mińsk. Kręci się ziemia, lecą kilometry. A w między czasie święta, praca, potem pakowanie i jazda w nieznane. Po to by znów przez chwilę poczuć oderwanie od realności, a może żeby właśnie znaleźć się w realnym świecie.

Tak dużo teraz pracy, a tak mało czasu wolnego. Warto więc każdą chwilę wykorzystać, żeby się wyrwać z matriksu. Zaraz po świętach chcemy się wybrać razem z M. na Białoruś. Tak się złożyło, że są tam nasi znajomi, którzy mocno wtopili się we wschodnie klimaty. Myślę sobie, że przy ich pomocy i nam uda się odkryć parę tajemnic wschodu.
Nim jednak to nastąpi trzeba załatwić kilka formalności. Powoli już staje się to tradycją, że wybieramy się do państw, gdzie od Polaków wymagają wizy. Stąd też M. za każdym razem toczy heroiczne boje o ich uzyskanie. Tak było i tym razem, bo nie dość że formularz wizowy to dwie strony A4, to jeszcze aby go dostać trzeba zjechać pół Warszawy. To jednak M. nie zmogło. Wizy już są.


  • RSS