|
| markowy.blog.pl |
było minęło[<- wróć] |
Ruszam bloga Ruszam bloga, bo dziś kolejny wyjazd. Tym razem jednak tylko na kilka dni w Tatry. Jedziemy we dwójkę w Magdą. A cały pomysł stąd, że właśnie skończyłem 28 lat i planuję to uczcić wejściem na najwyższy szczyt położony w całości na terenie Polski, czyli Kozi Wierch. Zabieram ze sobą małego szampana i ciasto będzie niespodzianka na "szczycie" (M jeszcze nic nie wie). Tak więc szykują się trzy dni w górach, w odcięciu od świata. Może jednak uda się gdzieś dostać do internetu, to zrobię wpis. Zobaczymy jak jest z dostępem do netu w Tatrach. Planowana trasa: Przyjazd do Zakopanego, potem szybko do Kuźnic i ruszamy do schroniska Murowaniec, jak dojdziemy to zobaczymy czy nie pójdziemy na Kasprowy, a następnego dnia przez Kozią Przełęcz i Kozi Wierch przejdziemy do schroniska Pięciu Stawów gdzie zanocujemy, a kolejnego dnia zejście do Łysej Polany, drogą jeszcze nie ustaloną, i powrót do Zakopanego. M 2002-11-08 11:33:19 skomentuj (0) piękaną zimę mieliśmy tegorocznej jesieni... W Zakopanem wylądowaliśmy punktualnie o 8.04. Nocny pociąg pospieszny z Warszawy popularnie zwany "rzeźnią" przyjechał bez opóźnienia. Nie marnując czasu ruszyliśmy do Kuźnic, a stamtąd już w góry. Tak jak było w planach do Murowańca. Szliśmy przez Jaworzynkę (żółtym szlakiem). I dobrze się stało, bo na tym szlaku mniej wieje. A wiatr był tego dnia mocny. Zresztą przez pozostałe dni również. Może to dlatego, że w tym roku w listopadzie, w Tatry zawitała prawdziwa zima. Śniegu było po kolana, temperatura na minusie, no i jeszcze do tego wiatr. Tak więc z jesiennej Warszawy nagle znaleźliśmy się w środku zimy. Nic więc dziwnego, że po dojściu do Murowańca postanowiliśmy zakończyć na ten dzień "działalność" górską. Następnego dni, wyspani i wypoczęci mieliśmy ambitne plany aby dojść do schrony w 5stawach. I żeby tego jeszcze było mało droga miała prowadzić przez Zawrat (z Koziego Wierchu już dawno zrezygnowaliśmy). Szlak przed nami był już wydeptany, ale wiatr i śnieg co chwilę go zawiewały. Mimo to do Czarnego Stawu doszliśmy bez większych problemów. Zaczęły się one dopiero przy podejściu pod szczyt. Zadymka i mróz robiły się co raz większe. Nasza trasa zmieniała się powoli z przyjemnej wycieczki w ryzykowną zabawę w górach. W między czasie dogoniliśmy kilka osób, które wyszły wcześniej. Szliśmy więc w około 20 osobowej grupie. To jednak nie uchroniło nas od zgubienia szlaku i na około 100m od szczytu (którego zresztą nie był widać) zdecydowaliśmy się zawrócić. Droga na dół poszła nam już łatwiej i szybciej - wiadomo, dopomaga grawitacja. I tym sposobem, po 13 znaleźliśmy się znów w Murowańcu. Szampana wypiliśmy w jadalni, a wieczór spędziliśmy na grze w chińczyka. Tak szybko minęły te dwa dni, że już trzeba było wracać. Tym razem szlakiem niebieskim z Murowańca do Kuźnic. Na niebieskim szlaku faktycznie mocniej wieje. Jednak to w porównaniu z tym, co przeszliśmy dzień wcześniej był przyjemną wycieczką. Zresztą, potem już w Zakopanem, przy grzanym piwku, wszystko co przeszliśmy wydawało nam się przyjemną wycieczką. Ale nie oszukujmy się zima w góra to naprawdę poważna sprawa. Podsumowując: Byliśmy w górach trzy dni (09,10,11 listopad), żadnego z planów (no poza noclegiem w Murowańcu) nie zrealizowaliśmy, piękna zima była w górach tej jesienie, a internet dostępny jest jedynie w Zakopanem. M 2002-11-15 16:01:23 skomentuj (0) |